Koń Hermina
[11.07.09/21:56]
Bez żartów. Mój tata właśnie mi powiedział, że gdzieś w Danii jest źrebię dziewczynka o imieniu Hermina.
Boooo... tata pracował przez dwa miesiące u ludzi, którzy mieli stadninę koni w Danii i jak dzwonił do domu, to słyszeli jak mówił moje imię. Podobno tak im się podobało, że kiedy klacz się oźrebiła i na świat przyszedł czarny jak smoła konik (ja to się nie znam, ale podobno jakiś rasowy wyścigowy) to nadali mu moje imię. Tzn. jej. :P
I ten... nie wiem czy mam się cieszyć czy jak. Gwiazda w nowo odkrytej konstelacji to nie jest, ale zawsze cuś. ;) Poza tym kto by tam chciał gwieździe nadać moje imię hehe.
A tak w ogóle, to jak w google wpisze się moje imię wraz ze słowem "imiennik" to pierwsze co wyskakuje to strona "mój pies" i odnośnik- imiona bulterierów.
Ekhm.
Bez komentarza.
Boooo... tata pracował przez dwa miesiące u ludzi, którzy mieli stadninę koni w Danii i jak dzwonił do domu, to słyszeli jak mówił moje imię. Podobno tak im się podobało, że kiedy klacz się oźrebiła i na świat przyszedł czarny jak smoła konik (ja to się nie znam, ale podobno jakiś rasowy wyścigowy) to nadali mu moje imię. Tzn. jej. :P
I ten... nie wiem czy mam się cieszyć czy jak. Gwiazda w nowo odkrytej konstelacji to nie jest, ale zawsze cuś. ;) Poza tym kto by tam chciał gwieździe nadać moje imię hehe.
A tak w ogóle, to jak w google wpisze się moje imię wraz ze słowem "imiennik" to pierwsze co wyskakuje to strona "mój pies" i odnośnik- imiona bulterierów.
Ekhm.
Bez komentarza.
Lalalalalalala
[01.07.09/10:03]
Wiecie co dzisiaj będę robiła? wlezę pod prysznic i będę tam stała dłuuuuugo wdychając olejki, nabalsamuję się od świeżo pomalowanych paznokci u stóp po czubeczek wypieszczonych włosów, wdzieję bikini i udam się na ogródek z kocem pod pachą i szklanką soku w łapce i będę leżeć leżeć leżeć. I brązowieć, brązowieć, brązowieć. I uwaga, to najlepsze:
nic nie robić, nic nie robić, nic nie robić.
Hehehehe.
I teraz się bezczelnie pochwalę. Wiem, że to okropne, bezwstydne i takie tam. Aaaaale....
Mam 4 z sanskrytuuuuu! Skończyłam kurs podstawowy sanskrytu z pięęęękną czwóreczką z egzaminu.
A na dworze leje się z nieba... skwar. A z drzew spadają... czerwoniuśkie czereśnie i bardziej czerwoniuśkie wiśnie. A na krzaczku jeszcze chyba są maliny. Nie będę ukrywała, że też są czerwoniuśkie.
;)
P.S. Uwielbiam reklamę ze "Sru" ;)
nic nie robić, nic nie robić, nic nie robić.
Hehehehe.
I teraz się bezczelnie pochwalę. Wiem, że to okropne, bezwstydne i takie tam. Aaaaale....
Mam 4 z sanskrytuuuuu! Skończyłam kurs podstawowy sanskrytu z pięęęękną czwóreczką z egzaminu.
A na dworze leje się z nieba... skwar. A z drzew spadają... czerwoniuśkie czereśnie i bardziej czerwoniuśkie wiśnie. A na krzaczku jeszcze chyba są maliny. Nie będę ukrywała, że też są czerwoniuśkie.
;)
P.S. Uwielbiam reklamę ze "Sru" ;)
Burzośmiechy.
[26.06.09/20:44]
Wszyscy narzekają na tę pogodę, że do dupy, że to nie wakacje itp. itd... No w sumie racja. Tylko że ja narzekam troszkę mniej, bo ja burze uwielbiam. Kocham wręcz. Czuję się taka "naelektryzowana" (wrrrr... ;>) w czasie burzy. Taka... no uwielbiam i tyle. :) Patrzeć na biegnące szybko chmury, słyszeć te grzmoty w oddali. A nade wszystko uwielbiam zapach ziemi po deszczu. Powietrze jest takie czyste, kolory żywsze...
Mam tak wielką chrapkę na obejrzenie jakiegoś filmu Polańskiego, że łoooo... I sasasasa... jeszcze kilka dni i to zrealizuję. ;D
A teraz sobie idę, bo ostatnio to bym tylko o tym co bym "chciała" pisała. ;P Nie ma totamto- życie to nie koncert życzeń, nie?
Z pozdrowieniem sponsorowanym przez cyferki 8/9- Hermin, tudzież Satya. ;)
Mam tak wielką chrapkę na obejrzenie jakiegoś filmu Polańskiego, że łoooo... I sasasasa... jeszcze kilka dni i to zrealizuję. ;D
A teraz sobie idę, bo ostatnio to bym tylko o tym co bym "chciała" pisała. ;P Nie ma totamto- życie to nie koncert życzeń, nie?
Z pozdrowieniem sponsorowanym przez cyferki 8/9- Hermin, tudzież Satya. ;)
Mruczy od Kłobucka
[23.06.09/16:42]
-jak to powiedziała moja siostra. A na dworze jest cieplej niż w domu.
Po tym stwierdzeniu doszłam do wniosku, że jest pewna magia w tym, że mogę wsiąść w pociąg i za trzy godziny mówić, że wychodzę na dwór i niech mi ktoś poda zrywkę to oberwę wiśnie...
I wciąż ta lekkość, niezmiennie. Jeszcze tylko potrzebny mi powód dla tej lekkości.
Ach, i już 7/9! (speszl for zbreźnicy! )
Po tym stwierdzeniu doszłam do wniosku, że jest pewna magia w tym, że mogę wsiąść w pociąg i za trzy godziny mówić, że wychodzę na dwór i niech mi ktoś poda zrywkę to oberwę wiśnie...
I wciąż ta lekkość, niezmiennie. Jeszcze tylko potrzebny mi powód dla tej lekkości.
Ach, i już 7/9! (speszl for zbreźnicy! )
Już praaawie, praaawie uf uf uf ;P
[20.06.09/10:27]
Taaaa... o czym na blogach piszą studenci pod koniec czerwca? ;]
Zatem za mną już 5/8, tudzież 6/9 jeżeli w poczet egzaminów wpisać kolokwium z angielskiego, które na prawach tego na e było. I jeeeeest supeeer póki co. :) Tak mi lajtowo ta sesja idzie (mimo tego, że 3 z tych egzaminów to katorga jakaś), że chyba muszę przyznać, że coś nade mną czuwa. Nie mam cholernego pojęcia co to, ale chyba jednak. :)
W zeszłym roku miałam koszmary po nocach w sesji, w zimowej dostałam tiku nerwowego i kompletnie rozregulowałam sobie organizm... a teraz? Teraz jestem troszkę niedospana, tyć zmęczona, oczy mnie bolą, a jak siadam do książek to są lekkie objawy buntu główki, ale... nic poza tym. :) Jestem jakaś taka wyluzowana. Takie cudowne połączenie obowiązku z poczuciem, ze wszystko jest okej. :)
Její drama nebylo dramatem tíhy, ale lehkosti.... :)
A milczałam i nie było mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu na łonie internetu przez ostatni tydzień, ponieważ w obliczu konieczności zdania sanskrytu, tradycji literackich w epoce wedyjskiej i ustnego hindi w jednym tygodniu, podjęłam heroiczny wysiłek i zostawiłam laptopa w Częstochowie. :)
Wieeeem, że to nudne obrzydliwie czytać na kolejnym blogu o tym, jak to studenci ględzą o sesjach, ale prawda jest chyba taka, że to miesiąc zdominowany przez jeden temat.
A co tak poza powyższym u mnie ostatnio? Spotkałam się z przyjacielem, z którym nie widziałam się 9 miesięcy, znajomy maltretuje mnie o możliwość zrobienia mi zdjęć do jakiejś tam teczki (bo fotograf z niego) ale ja wiecznie czasu nie mam, doszłam do wniosku, ze składanie życzeń komuś jest cholernie przyjemne (mimo, że nigdy nie wiem co by tu mądrego powiedzieć), zaczęłam chodzić na obcasach (no doooobraaaaaa... mają może ze 3 cm, ale dla mnie to i tak dużo), a wczoraj zmokłam razy 3 i taka zmoknięta parowałam przez 3 godziny w pksie. Wątpliwa przyjemność. Zwłaszcza, że inni też parowali.
Zatem "poza" dzieje się tyle. Jak widać- niewiele. :)
Zatem za mną już 5/8, tudzież 6/9 jeżeli w poczet egzaminów wpisać kolokwium z angielskiego, które na prawach tego na e było. I jeeeeest supeeer póki co. :) Tak mi lajtowo ta sesja idzie (mimo tego, że 3 z tych egzaminów to katorga jakaś), że chyba muszę przyznać, że coś nade mną czuwa. Nie mam cholernego pojęcia co to, ale chyba jednak. :)
W zeszłym roku miałam koszmary po nocach w sesji, w zimowej dostałam tiku nerwowego i kompletnie rozregulowałam sobie organizm... a teraz? Teraz jestem troszkę niedospana, tyć zmęczona, oczy mnie bolą, a jak siadam do książek to są lekkie objawy buntu główki, ale... nic poza tym. :) Jestem jakaś taka wyluzowana. Takie cudowne połączenie obowiązku z poczuciem, ze wszystko jest okej. :)
Její drama nebylo dramatem tíhy, ale lehkosti.... :)
A milczałam i nie było mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu na łonie internetu przez ostatni tydzień, ponieważ w obliczu konieczności zdania sanskrytu, tradycji literackich w epoce wedyjskiej i ustnego hindi w jednym tygodniu, podjęłam heroiczny wysiłek i zostawiłam laptopa w Częstochowie. :)
Wieeeem, że to nudne obrzydliwie czytać na kolejnym blogu o tym, jak to studenci ględzą o sesjach, ale prawda jest chyba taka, że to miesiąc zdominowany przez jeden temat.
A co tak poza powyższym u mnie ostatnio? Spotkałam się z przyjacielem, z którym nie widziałam się 9 miesięcy, znajomy maltretuje mnie o możliwość zrobienia mi zdjęć do jakiejś tam teczki (bo fotograf z niego) ale ja wiecznie czasu nie mam, doszłam do wniosku, ze składanie życzeń komuś jest cholernie przyjemne (mimo, że nigdy nie wiem co by tu mądrego powiedzieć), zaczęłam chodzić na obcasach (no doooobraaaaaa... mają może ze 3 cm, ale dla mnie to i tak dużo), a wczoraj zmokłam razy 3 i taka zmoknięta parowałam przez 3 godziny w pksie. Wątpliwa przyjemność. Zwłaszcza, że inni też parowali.
Zatem "poza" dzieje się tyle. Jak widać- niewiele. :)